reindeers

...now browsing by tag

 
 

The North Trip – Roadtrip

piątek, marzec 11th, 2011

Jak już pisałem, w styczniu skoczyłem do Szwecji i Norwegii, część zdjęć pokazałem już na blogu TUTAJ. Fajnie było usłyszeć tyle pochlebnych opinii, fajnie że znalazły się osoby które chciały niektóre zdjęcia powiesić na ścianie w swoich pokojach itd.
Miałem też sporo pytań, co jak i dlaczego. I właśnie o tym ten post traktuje…

Roadtrip to tak naprawdę nie byle co. Zwłaszcza jak nie ma się ogromnego funduszu i po prostu trzeba trochę rzeczy zaplanować i przewidzieć wcześniej. Tak wyszło, że często w takie wyjazdy jadę z Kubą. To taki swój człowiek. Znamy się dobrze i dobrze się odnajdujemy razem na drodze. Dobra rzecz mieć takiego kompana. Spędzasz z nim 24 godziny na dobę przez kilka/kilkanaście dni i ciągle jest OK. Kuba aktualnie mieszka w Londynie, tak więc spotkaliśmy się na dopiero na miejscu.

Roadtripy mają to do siebie, że zawsze coś śmiesznego i niepowtarzalnego się stanie. Na przykład, 2 lata temu kiedy wracaliśmy z Portugalii do Polski, z przerwami w Belgii i Niemczech, jak tylko nie miałem kierownicy w rękach to miałem laptopa na kolanach i napisałem w ten sposób prawie całą magisterkę. W cztery dni, oglądając krajobrazy, pilnując żeby Kuba nie zasnął za kółkiem, udało mi się napisać prawie cała pracę magisterską.
A co tym razem? Tym razem było jeszcze lepiej. Będąc na kole podbiegunowym, czekając na prom, napisałem program do pracy używając w tym celu..telefonu komórkowego. Życie jest szalone. A ja chyba lubię je podpuszczać trochę hehe.

Tak czy owak, uwielbiam roadtripy. Skandynawia w styczniu. Koło podbiegunowe. Nie ma co się oszukiwać, trzeba było się przygotować. Skończyło się tak, że do Kuby nie dotarły zamówione buty i pojechał w „adidasach”, a ja swoje kupiłem na kilka godzin przed wylotem. Tak mniej więcej wyglądało nasze przygotowanie. Ale też taki był plan. Bez konkretnego celu, licząc na wszelkie przeciwności losu, zagładę świata, stado łosi itd. Po prostu na żywioł, aby dobrze to zapamiętać. Po części się udało.

Cały roadtrip był genialny. Użyliśmy chyba wszystkich możliwych środków lokomocji. Tramwaje, pociągi, metro, samoloty, samochody, a nawet statki. Żałowaliśmy, że nie wzieliśmy biegówek ze sobą, a ja teraz trochę żałuję że nie było też zaprzęgu jakiegoś. Ale nie było też promu kosmicznego, więc jak widać – nie da się mieć wszystkiego.
Podróż wszystkim co się da, tysiące kilometrów po drodze, tysiące kilometrów w powietrzu, kilka godzin po zmarzniętej wodzie północy.
Noclegi po znajomych, noclegi w samochodzie przy -25 stopniach Celcjusza. Obiady u znajomych, obiady gotowane w samochodzie. Wszystko po trochu. Nie zamieniłbym tego na żadną wycieczkę z 5 gwiazdkowym hotelu z basenem. Nigdy.

PS. Jedyna rzecz na jakiej naprawdę się zawiedliśmy to…łosie. Znaków widzieliśmy kilka tysięcy chyba, ale łosia żadnego (chociaż różnych fajnych zwierząt jak np. multum renifery). Dlatego też kupiliśmy sobie własnego łosia, który z nami podróżował (jak widać na zdjęciu odwróconego tyłkiem do drogi), a teraz służy za „misia” mojemu chrześniakowi.

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip - Roadtrip

The North Trip – Skandynawskie landszafty…

wtorek, luty 8th, 2011

Nie posiadam statywu. Nie wstaję przed świtem, nie poluję na zachody słońca. Nie czekam 15 minut na idealne światło. Nie chodzę po górach z 25 kilogramami sprzętu fotograficznego. Nie, nie jestem landszafciarzem!

Mimo to, jak wspomniałem w ostatnim poście, przez jakiś czas przebywałem na północy. Nie udało się zobaczyć wszystkiego co chciałem, ale i tak było elegancko. Było -30 stopni, renifery i koło podbiegunowe. Wszystko „na wariata”, ale bez amatorki. Wiadomka!

Kilka strzałów, można powiedzieć, że z samochodu, z jedną ręką na kierownicy. Traktuję je raczej jako rejestr oczu, abym pamiętał że zima też może być cudowna. I żeby jeszcze kiedyś tam pojechać. Jak szukacie idealnych „widoczków” to sobie kupcie widokówkę ;-)

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes

The North Trip - Landscapes